Mania - suczka, która sama poprosiła o pomoc
Wyszła z rowu prosto pod samochód kierowcy schroniska. Było to pod Wypaleniskami
k. Bydgoszczy. Zdziwiony kierowca pierwszy raz spotkał się z taką reakcja psa. Mania popatrzyła prosząco na naszego Zdzisia i podeszła do Niego na trzech, bardzo słabiutkich łapach, bowiem przednią, krwawiącą łapę miała przywiązaną do obroży. Obroża popękana, stara. Cała Mania pokryta luźno trzymającą się sierścią z ropiejącymi, cuchnącymi ranami. Ktoś tak okrutnie potraktował super łagodną, dobrą psinę. Najprawdopodobniej znosiła Ona ponad dwuletnią katorgę trzymania Jej na łańcuchu. Nie wiadomo jak zdołała się uwolnić... Łapy Mani są jeszcze w strasznych strupach. na nosie strupy i obrzęk pyska. Suczka była bardzo wychudzona. baliśmy się, że Jej narządy wewnętrzne już nie pracują. Zbadaliśmy Jej krew. Cudem wszystkie parametry krwi są w porządku. Wyniki badania skóry będą niebawem. Chuda jak przecineczek, Mańka powolutku "rozjadała się" ryżem z kurczakiem i marchewką. Dostała osobny apartament w kwarantanniku. Z zadowoleniem przyjęła (to chyba pierwsze w Jej życiu) porządne posłanko. Zagarnia łapami kocyk - wreszcie ma coś swojego -wygodne" łóżeczko", pełną miskę i wiele serca od nas. Mania daje się kąpać i wykonywać wszelkie zabiegi na Jej wychudzonym ciele. Macha Już ogonem i ... się uśmiecha.To jest ten cud, który u psów się zdarza... Ufają nawet wtedy gdy człowiek (?) zgotuje im taki straszny los. Mania jest pod naszą opieką, a sponsoruje Ją, przejety jej losem Pan Piotr Janaszkiewicz, który gdy Mańkę zobaczył - postanowił pomóc psince. Jest jej wirtualnym opiekunem. Dziekujemy w imieniu Mani.
Ktokolwiek wie, do kogo mogła należeć Mania, proszony jest o kontakt :
506-074-088


